Do czytania książek nieznanych mi autorów zawsze podchodzę z pewną obawą. Boję się o to, czy styl pisania nowego twórcy będzie mi odpowiadał, czy historia okaże się warta śledzenia, a bohaterzy wystarczająco interesujący. Po prostu kiedy zaczynam powieść, to zawsze ją kończę, choćby nie wiem jak nudna była. Tak samo czułem się sięgając po pierwszy tom trylogii „Kroniki Królobójcy”, debiutanckiej powieści autorstwa amerykańskiego pisarza Pathrica Rothfussa, ale po lekturze już wiem, że były to obawy bezzasadne.
